Zaczynam nową historię, która długo tkwiła w mojej głowie, choć jest dosyć niedopracowana. Inteligentnie dopiero po dłuższym czasie stwierdziłam, że nie zmienię nazwy, będę sobie bazgrać tu, choć pewno i niedługo.
***
Mała
dziewczynka szybko przemierzała kolejne kilometry, gdzie dookoła napotykała
jedynie bezkresne morze zeschłej trawy przesyconej zapachem i kryształkami
soli, mieniącej się w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Po lewej
stronie czaił się syczący ze złością ocean, uderzający o brunatne skały klifu
jakby miał wdrążyć się w niego. Chmury skrupulatnie przysłaniały ciemniejące
już niebo, a młodziutka osóbka raz po raz potykała się o wystające z ziemi
większe kamienie. Dmący głośno wiatr szeptał cicho o zbliżającej się burzy.
Wiatr
szarpał za jej niebieską sukienkę w groszki, spychając ku głębokiej toni.
Kolejne podmuchy podrywały do góry długie do ramion, pszeniczne włosy, które
opadały na twarz w kształcie serduszka. Dziewczynka odgarniała je cierpliwie,
drapiąc się po niewielkim nosku. Jej ogromne ciemne niczym węgiel oczy powoli
zachodziły łzami, kiedy uświadomiła sobie, że jest sama.
Minęło
wiele godzin od wielkiej wyprawy, na jaką się porwała. Coś jednak nieubłaganie
pchało ją na północ, powodując nieznośne przeczucie zbliżającej się katastrofy.
Dopiero po dłuższej chwili zza sosnowego lasu wyłoniła się wysoka,
biało-czerwona latarnia ostrzegająca
marynarzy o niebezpieczeństwie. Wokół jej lampy krążyły mewy wydające z siebie
okrzyki, które przestraszyły młodą damę. Blond włosy anioł zatrzymał się kilka
metrów od wejścia do budowli i popatrzył wysoko w górę. Zakręciło jej się przez
moment w głowie być może z wycieńczenia, głodu a może zwyczajnie ze strachu.
Wtedy po
raz pierwszy poczuła to. Jakiś głos w głowie podpowiedział jej, że z tej
odległości na pewno nie wyczułaby ciepłego, metalicznego zapachu, który
uwalniał się z zimnego ciała, ale zlekceważyła go. Podbiegła ostatkiem sił w
przeklęte miejsce i ujrzała leżącą na skraju klifu piękną kobietę w szarej,
ołówkowej sukni. Nieznajoma miała cudownie wydatne różane usta, kobiece
kształty i delikatnie powiewające na wietrze jasne loki, w które wetknięte były
świeżo zerwane wrzosy. Byłaby wręcz idealną kandydatką na modelkę, gdyby nie
cienka strużka krwi, która skapywała do szumiącego głośno oceanu.
- Mama... –
szepnęło maleńkie dziecko, rzucając się w kierunku ciała.
Blond włosa
dziewczynka nie miała pojęcia, ile czasu tuliła do siebie matkę. Otrząsnęła się
dopiero wtedy, kiedy ogromne krople deszczu jęły uderzać ją po plecach niczym
baty. Podniosła głowę i wtem ujrzała pod lasem kobietę w jasnej, połyskującej
sukni ozdobionej zawiłymi wzorami. Jej niebieskie oczy spoglądały na nią ze
smutkiem, ale i z cieniem radości. Długimi do pasa czarnymi włosami delikatnie
poruszał wiatr, mimo panującej w koło wichury. Istota podpłynęła do
dziewczynki, która wpatrywała się zafascynowana w mleczną cerę, długie włosy i
ciepły uśmiech, który pojawił się na ustach przybysza.
- Witaj,
córko – odezwała się ciemnowłosa wyglądająca może na dwadzieścia lat, jednak z
jej postawy biła mądrość. – Ktoś skrzywdził twoją mamę – zerknęła na ciało za
dziewczynką. – Jednak nie powinnaś się poddawać. Masz w sobie wielką moc. –
Wyciągnęła rękę w stronę dziecka. – Wierzysz mi, córko?
- Tak –
szepnął jasnowłosy anioł i podszedł bliżej kobiety.
- Jesteś
gotowa stawić czoła wielu wyzwaniom? To nie będzie proste zadanie. Zostałaś
stworzona do niego, Eligio, nigdy nie możesz się poddać. Będę nad tobą czuwać,
mimo że nie będzie mnie u twego boku, będę tutaj – wskazała dłonią na serce
dziewczynki. – Zgadzasz się?
Dziewczynka
kiwnęła ochoczo główką, a przepiękna istota podpłynęła bliżej i złożyła
pocałunek na jej czole. Jasnowłosa księżniczka krzyknęła z powodu
przepełniającego ją bólu i rozchodzącej się dookoła jasności.
Lena Black
obudziła się z krzykiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz