Każdy krok
zawsze stawiała pewnie. Zawsze. Mówiono, że igra z losem, kusi diabła, jest
niegrzeczna i wabi tajemniczym urokiem mężczyzn. Nikt nigdy jej się nie
postawił – nie mógł, a raczej nie był w stanie. Błysk w oczach nie pozwalał
debatować z tak małym człowieczkiem o tak wielkiej sile charakteru.
Inteligencję i spryt łatwo było odczytać z jej zachowania oraz dobranych za
każdym razem słów. No chyba, że nie była w stanie myśleć. Uczuciom nie
pozwalała przejmować kontroli, zrobiła to jeden jedyny raz i przegrała.
Nie musiała
umrzeć, by być wyjątkową.
Teraz
ponownie odtwarzała scenę z wypadku. Jakiś kretyn jadący granatowym Oplem
wyskoczył nagle zza zielonego Seata wprost pod jej motocykl. Nie miała szansy
wyhamować, nie przy takiej prędkości. Śmierć zajrzała prosto w oczy, kiedy
uderzyła z impetem w tył samochodu, z bólem patrzyła jak w ułamku sekundy Honda
zamienia się w harmonijkę i przewraca się, by po chwili sunąć kilkadziesiąt
metrów po nagrzanym asfalcie. Nie słyszała jak jej koledzy zwalniają, jak się
zatrzymują, dzwonią po karetkę, jak ktoś goni Opla, który ucieka z miejsca
zdarzenia, nie widziała jak wyciągają młodego kierowcę z auta i mocno go biją.
Skupiła się na szukaniu śpiewu maszyny, ale nie potrafiła się ruszyć.
- Wyjdziesz
z tego! – Jakaś twarz przysłoniła jej słońce. – Laura! Laura! Patrz na mnie!
Roztrzęsiony
głos Adama przebił się przez kask, kiedy uderzał w niego rytmicznie, pragnąć by
go wysłuchała. Nawet gdyby chciała... Popatrzyła w niebo i zobaczyła gwiazdy w
dzień. Prawdziwe, rozgwieżdżone niebo, po którym mogła zaraz spacerować na
Drodze Mlecznej.
Jakim cudem
zobaczyła gwiazdy? Tego nie wiedziała do tej pory. Dźwięk maszyny przysłonił
wszystko i odeszła.
Laura
ponownie otworzyła oczy, by po chwili kilkakrotnie zatrzepotać powiekami, aby
usunąć resztki wizji spod nich. Odetchnęła głęboko, starając się nie myśleć o
piekącym bólu serca i trzęsących się rękach. Po jedenastu latach wypadek
bolał ją jak w dniu, w którym się wydarzył. Odepchnęła się od barierki i
ruszyła do swojego pokoju na samym szczycie góry stojącej pomiędzy setkami
takich samych gór. Dom Ciemności był pułapką, z której nie dało się wyjść.
Dom, który
wcale nie był dla niej domem, był ogromny. Mieszkania zostały wydrążone w
skałach wysokich gór, o których do tej pory nie miała pojęcia. W każdym z nich
znajdowało się to samo, chyba że udało się coś przemycić z Wielkiej Biblioteki,
co praktycznie było nie możliwe, ale nie dla niej. Przejmujące zimno panujące
na takiej wysokości nie dotknęło ani jej, ani innych. Każdy z nich został tu
uwięziony przez jedno wydarzenie z dwudziestego trzeciego czerwca 2013 roku.
Wtedy właśnie między Niebem a Piekłem toczyła się wielka walka o władzę. Laura
śmiała się do tej pory z ludzi, którzy wierzyli w niebo u góry, ten magiczny
raj i to piekło pod ziemią. Bzdura. Wszystko współgrało na tym samym świecie.
Czasami
czuła się naprawdę źle, widząc swoją rodzinę i znajomych tyle lat po swojej
śmierci, bo dla nich przecież umarła. Matka z ojcem powoli wychodzili z tej
traumy, którą przeżyli, obecnie z lubością zajmowali się wnukami swojego syna
Rafała. Pozostała część rodziny po prostu o niej zapomniała. Grobu nie
odwiedzał już nikt z powodu wielkiego, przytłaczającego bólu, który dopadał tam
większość ludzi. Gdyby nie jedna osoba...
Adam mimo
braku pieniędzy, które tonęły w litrach alkoholu, pojawiał się tam przynajmniej
raz w tygodniu. Polerował grób, ze łzami w oczach przecierał „Laura Barsi
zginęła tragicznie” i wymieniał kwiaty. Kilka lat temu postawił tam małą
figurkę modelu Hondy, na której jeździła.
Nie taką
śmierć sobie wyobrażała. To nie tak wszystko miało być. Gdzie mąż, wnuki,
spokojna starość, dom nad jeziorem?
- Lauro,
Redgierd cię wzywa, pośpiesz się – cichy, kobiecy głos odezwał się w jej
głowie, mącąc myśli na dłuższą chwilę.
Odruchowo
otwarła drzwi, wydostając się na podłużny, ciemny korytarz oświetlany jedynie
przez blask pochodni zawieszonych na ścianach po obydwu stronach. Płomienie
ognia igrały, zachęcając do wspólnego tańca. Wąskie przejście prowadziło wprost
do gabinetu człowieczka, który trząsł całym Domem. Głos w głowie prowadził ją
prosto w paszczę lwa, pociągając kolejno za sznurki. Lewa noga, prawa noga,
lewa, prawa, lewa... Apatycznie przemieszczała się po kolejnym częściach
więzienia, nie zważając na inne drzwi. Jej głowa ponownie stała się czystą
kartą, kiedy przekroczyła próg gabinetu.
Pierwszym,
co rzuciło jej się w oczy, był odwrócony do niej tyłem skórzany fotel stojący
za znajdującym się na samym środku gabinetu biurkiem. Piaskowe ściany obwarowane
zostały sięgającymi praktycznie do sufitu wielkimi biblioteczkami. Burgundowe
panele zaskrzypiały lekko pod jej stopami, próbując ostrzec. Na marmurowym,
bogato zdobionym kominku wesoło trzaskał ogień, któremu przyglądał się spod pół
przymkniętych powiek mężczyzna. Nie musiał się do niej obracać, żeby wiedziała,
że jest wysoki, ma smukłe dłonie i długie palce, kasztanowe włosy lekko
połyskiwały w blasku ognia, a czarne oczy śledziły każdy jego ruch.
Redgierd.
- Witaj,
Lauro – wymruczał, obracając się na fotelu, upiwszy łyk najlepszej whisky. –
Proszę, usiądź. – Wskazał dłonią na krzesło naprzeciwko niego. Mimo młodego
wyglądu jego głos brzmiał staro i napawał kadetów strachem. – Mam do ciebie
sprawę. Bardzo ważną – dodał pospiesznie, lustrując błyszczące inteligencją
ciemnobrązowe oczy oraz uniesioną do góry zadziornie brew.
- Słucham –
odpowiedziała kobieta o długich, jasnych blond włosach, przechylając głowę.
- Jest w
tobie siła. – Pokręcił głową, wodząc spojrzeniem po jej pełnych ustach,
wydatnych kościach policzkowych oraz zgrabnym nosie. – Mimo że nadal posiadasz
jedynie jasnoszarą szatę. – Liczył, że kobieta przestanie spoglądać na niego z
wyższością, kiedy podkreśli jej miejsce. – Lauro – zwrócił się do niej
spokojnie, choć poddenerwowany pewnością blondynki. – Na ostatnim zgromadzeniu
wiele rozmawialiśmy o zaistniałych, przeróżnych sytuacjach. Nie powodzi się nam
najlepiej i zostałaś wytypowana przez zgromadzenie, aby nam pomóc. Od tej pory
nie będziesz mogła z nikim rozmawiać, nikt nie może wiedzieć o twojej, cudownej
misji!
Redgierd
wstał i skierował się w stronę kominka po najwyborniejsze cygaro. Miał do tego
słabość, za którą niegdyś przyjdzie mu srogo zapłacić.
- Zostaniesz
naszym specjalnym agentem – uśmiechnął się szeroko, patrząc w sufit,
wyobraziwszy plan, który ułożył. – Polecenia będą przekazywane w sposób
standardowy – głosowo w głowie, także o
to nie musisz się martwić. Mamy tylu kadetów! – Pokręcił głową, wypuściwszy
dym. – Ale nikt nie jest doskonały jak ty. – Wziął do ręki jakieś papiery z
biurka i zaczął je szybko przeglądać. – Wypadek, ale z jaką gracją zmarłaś, bez
jakiś krzyków typu „ja nie chcę umierać, pomóżcie mi”. Gratuluję. W życiu byłaś
naprawdę twarda, ten gwałt, świetnie sobie poradziłaś. Jestem pełen podziwu dla
twojej osoby, milady – rzekł, kartkując dokumenty.
- Dość –
Laura przerwała spokojnie jego wyliczankę. – Może nie mam ochoty być specjalnym
agentem? Wszyscy, ach, zapomniałam, jesteśmy kadetami! – Teatralnie pokręciła
głową, udając przerażenie jak wielką gafę popełniła. – Jesteśmy tu po nic.
Czekamy na wydarzenia... Tak, ciekawe jakie, bo o ile odkąd istnieje Dom nikt z
niego nie stał się prawdziwym Aniołem Ciemności, więc o czym mamy rozmawiać? O
misjach, które spełniają jedynie Anioły?
- Powinienem
zabronić twojej osobie wstępu do biblioteki – odparł dostojnie, puszczając mimo
uszu jej zarzuty. – Mamy poważny problem i to ty zostaniesz zmuszona do tego,
aby go rozwiązać! I nie baw się, droga moja, w mędrca, bowiem stajesz się
jedynie głupcem. Nic nie wiesz o Domie Ciemności.
Laura
poczuła rozlewające się ciepło po jej plecach, w jednej sekundzie była gotowa
doskoczyć do Redgierda i rozszarpać mu gardło, jednak coś we wnętrzu kazało jej
milczeć. Zmierzyła jedynie ostrym spojrzeniem przeciwnika, dając mu sygnał, że
nie będzie tolerować niektórych zachowań. Odgarnęła szybkim ruchem opadające na
oczy loki i pospiesznie wstała.
- Moja
droga panno, dobrze wnioskujesz, że jedynie Anioły Ciemności wykonują misje.
Pomyśl przez chwilę – uśmiechnął się nieprzyjemnie, widocznie z niej drwiąc. –
Myślisz, że dlaczego zostałaś wybrana? Masz największe szanse by się nim stać!
Twoja wyjątkowość... – Pokręcił głową.
Serce
kobiety niebezpiecznie przyspieszyło, czuła jak strach zaczyna ją paraliżować.
Nie mogła stać się Aniołem Ciemności i świetnie o tym wiedziała. Dlaczego
trafiła do Domu Ciemności, a nie Jasności? Przecież nie grzeszyła wiele przez
życie, jej rozważania w jednym momencie zaczęły wydawać się śmieszne, toteż
parsknęła śmiechem. Redgierd przyglądał się badawczo, dlatego starała się
zachowywać jak niezrównoważona osoba. Nie miała ochoty na żadne misje, bo
najczęściej kończyły się one śmiercią Aniołów. Patrole nie interesowały
kobiety, bowiem tam dochodziło jedynie do dyskusji z Jasnością, która –
oczywiście, jak to w bajkach bywa – wszystko chciała załatwiać negocjacjami,
rozmową i uśmiechem. Od pięciu lat żaden z kadetów nie był na patrolu, bowiem
ci, którzy zostali wysłani już nie wrócili. Jako kadeci mogli jeszcze tam przy
granicy zdecydować i decydowali, stając się Aniołami Jasności. Nikt bowiem nie
rozumiał dziwnego przydziału w ten jeden przeklęty dzień, który skreślił Laurę
z tego świata.
- Nad czym
się tak głowisz, moja piękna? – zapytał Redgierd słodkim głosem, oparłszy się o
biurko naprzeciwko niej.
Widziała w
jego oczach blask, pewnego rodzaju iskierki i doskonale wiedziała jak może je
wykorzystać. Uśmiechnęła się czarująco, tak jak kiedyś zabronił w żartach
uśmiechać się jej najlepszy przyjaciel, i położyła wypielęgnowaną dłoń na jego
kolanie, pozwalając rozchylić się delikatnie czarnej szacie. Przechyliła się
lekko w lewo, wiedząc, że będzie w stanie dostrzec zarys dużych piersi skrytych
gdzieś tam głęboko. Na reakcję wcale nie musiała długo czekać. Na ustach
mężczyzny wykwitł uśmiech, po którym poznała, że połknął haczyk. Redgierd wyraźnie
się wahał czy pochylić się w kierunku kobiety, która w myślach głośno się
śmiała. W tym momencie wyciągnęła z jego ust cygaro i powoli rozchyliwszy
wargi, włożyła je sobie do ust i mocno się zaciągnęła. Wypuściła dym tak, aby
owinął całą jego sylwetkę. Brunet czuł jakby była dosłownie wszędzie, odniósł
wrażenie, że go zaczarowała. Laura jednak w tym momencie, kiedy przymknął oczy
z rozkoszy, wyłuskała ważny przedmiot z jego kieszeni i szybko ukryła go pod
swoją szatą. Nadal uśmiechając się szeroko, przesunęła dłonią wyżej nad kolano,
a spojrzenie Redgierda podążało tuż za nią. Wiedziała, że się niecierpliwi, za
bardzo znała mężczyzn i ich świat. Oczy, przyspieszony oddech, wyraz twarzy
oraz coś innego, wszystko to tak szybko go zdradziło. Pragnął jej i miał to
wręcz wypisane na czole.
Laura
starała się cały czas opanować nagły atak śmiechu. Wielki dyrektor tak naprawdę
był zwykłym mężczyzną, nawet jako Anioł Ciemności nadal posiadał ludzkie
uczucia. Poznała, że w przeszłości nieczęsto musiał oddawać się takim uciechom,
był pewnie raczej skrytym mężczyzną, chowającym się przed światem. Wyobraziła sobie
go te setki lat temu jako pastuszka ukrytego w szopie, rozmawiającego z krową,
podczas gdy na dworze w walce brało udział kilkadziesiąt rycerzy. By nie
wybuchnąć naraz śmiechem, zapytała szybko:
- To gdzie
chcesz mnie wysłać?
- Na ziemię
– odpowiedział, mając zamknięte oczy.
Serce Laury
w jednym momencie przestało bić.
***
To pierwszy mam za sobą. Jak krew z nosa, tyle powiem. Nie pisałam ze sto lat, także wybaczcie za przynudzanie, błędy i brak stylu.
Dziękuję bardzo hindsight za cudowny szablon. Jesteś boska!
Ojej, nie no pierwszy rozdział i muszę to napisać: BOSKIE. Z tym całym Domem Ciemności kojarzy mi się takie jedno Twoje opowiadanie w którym byłam zakochana po uszy. :D Może kiedyś je wznowisz?:D
OdpowiedzUsuńA ogólnie jak po przerwie naprawdę świetnie Ci wyszło. :D Zobaczymy, co to za misja na ziemi, a do tego nasza Laura to zadziorna osóbka. Może być naprawdę gorąco. :D Czekam na dalej. ;D
Niewolnicę kochałam, kocham i kochać będę pod każdą postacią i po każdej metamorfozie. Redgierd jest jak stary, dobry Lucyfer z wcześniejszego wydania, a więc moja miłość.
OdpowiedzUsuńA Adam... Tak, też było coś z Adamem w tamtych wersjach, a więc jestem przekonana, że coś z nim będzie, kiedy Laura zejdzie na ziemię i nie mogę się doczekać!
Ejj, wykorzystujesz moją hindsight! Tak niewolno! Sama wcale tego nie robię, gdzie tam!
Nowy u mnie, zapraszam.
OdpowiedzUsuń